Następny rozdział: 06.08.2017 Rozdziały pojawiają się co około dwa tygodnie. Nie informuję o tym, zatem polecam obserwować bloga lub zwracać uwagę na te kolumny, ponieważ data czy informacja o ewentualnych opóźnieniach, zawsze pojawią się właśnie w tym miejscu.
Wszystko co znajduje się na blogu jest wytworem mojej wyobraźni. To fikcja literacka osadzona w realnym świecie. Ostrzegam, że niektóre elementy fabuły mogą nie zgadzać się z faktycznymi wydarzeniami. Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy, przemoc oraz sceny 18+.
Drogi czytelniku, każda opinia jest na wagę złota, dlatego jeśli przeczytałeś moją twórczość, to pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza. :) Na blogu pojawia się opowiadanie autorskie, które jest tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Zakazane jest kopiowanie treści.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty

17 sty 2017

#22 'first meeting with himalayas


Czas między powrotem z Europy, a wyjazdem do Nepalu spędziła na przygotowywaniu materiałów z wyjazdu. Chciała przygotować dwa reportaże i zanim wyjedzie na dwa miesiące, mieć opracowane chociaż szkielety, na których będzie potem działać. 
— Hej, idziemy z Alice do restauracji... — Usłyszała od strony drzwi. 
— Rany, strasznie mi głupio, że musicie wychodzić, żeby pobyć we dwójkę. Obiecuję, że jak wrócimy z Nepalu to się wyprowadzę... — szepnęła, odwracając się w stronę Ryana. 
— Niby gdzie? Pod most? — zaśmiał się głośno.
— Znajdę coś — burknęła pod nosem.
— Daj spokój, A... 
— Bierzecie ślub. Nie będę wam siedzieć na głowię. Coś wykombinuję... 
— Okey, okey... — zaśmiał się i wyszedł, zostawiając ją zupełnie samą. Westchnęła i wyciągnęła telefon z kieszeni bluzy. Nie chciała, żeby ją rozpraszał, więc odłożyła go na bok. Teraz, potrzebowała z kimś porozmawiać.
— No cześć... — Usłyszała po drugiej stronie głęboki, męski głos.
— Powiedz, że nie oszalałam... — szepnęła.
— Nie oszalałaś... Lepiej?
— Nie bardzo...
Usłyszała jak mężczyzna się śmieje. To był serdeczny śmiech, który niemal się jej udzielił. Odchyliła się lekko na fotelu i uśmiechnęła w stronę okna.
— Naprawdę nie oszalałaś, A... A przynajmniej nie tak bardzo. Wiesz, że bycie normalnym jest nudne i przereklamowane?
— Prawda.
— Setki osób to robią, myślisz że aż tylu wariatów na świecie? — Usłyszała skrzypienie podłogi. Szedł gdzieś.
— Myślę, że każdy wspinacz ma w sobie coś z wariata.
— Zdobądź ten szczyt, Mała.  A potem podbij serca wszystkich dookoła.
Uśmiechnęła się pod nosem.
— Dzięki, Tom. 

* 

— Jest strasznym pieszczochem, więc może cię terroryzować... — mówiła Aurora. — Z samochodu możesz korzystać, jeśli tylko masz ochotę i potrzebę... Co jeszcze... O, jeśli Maluchowi coś by się działo to tu mas numer do weterynarza. 
— Aurora... Mówiłaś mi to pięć razy. Jesteś zdenerwowana... — Alice uśmiechnęła się czule i przytuliła ją do siebie.
— Kto by nie był...
— Dasz sobie radę. Masz Ryana, który się tobą zaopiekuje... — Włosy dziewczyny miały brązowy kolor, do którego wróciła tuż po ich powrocie z Europy. Aurora usunęła się na bok, nie chcąc im przeszkadzać, gdy w końcu znowu byli razem. Teraz... Teraz była przerażona tym, że to wszystko się zbliża wielkimi krokami i staje się prawdą.
— Wiem... 
— Przejdzie mu i się opamięta... — szepnęła Alice, tuż przed ich odlotem.
— Nie jestem tego taka pewna... — odparła, doklejając do twarzy wymuszony uśmiech.

***


Kiedy mieli wylecieć z Katmandu do Lukli, nazywanej "bramą do Himalajów", pogoda się nieco zepsuła i musieli poczekać kilka godzin na jakikolwiek lot. Nieprzepadająca za samolotami Aurora przeżyła katusze, spędzając w powietrzu, w wątpliwej jakości samolocie, lecącym tuż nad szczytami, aż dwadzieścia minut i niemal całowała ziemię, gdy z niego wysiadła. W samym miasteczku, w którym dostęp do Internetu i Starbucksa był nieograniczony, a po ulicach zamiast samochodów poruszały się jaki, spędzili zaledwie trzy godziny, po czym ruszyli w dwugodzinną podróż do Phakading. Tam przespali się ostatni raz w dobrych warunkach i nazbierali siły na trekking następnego dnia do Namche Bazar, gdzie nocowali po raz pierwszy w namiotach. Ten odcinek, Aurora poświeciła na fotografię niesamowitych, kwitnących rododendronów i urokliwych wiszących mostów, często z jakami, które transportowały bagaże. W tym miejscu zobaczyła Everest po raz pierwszy. W oddali. Ale i tak zrobił na niej ogromne wrażenie. Zaczęła rozumieć rozmiar tego na co się porwała. Nie wiedziała czy uścisk w żołądku to ze strachu, czy podniecenia. Sama wioska dała jej odczuć atmosferę gór. Zewsząd słyszało się dźwięk dzwonków, oznajmiający, że główną ulicą przechodzi kolejna karawana jaków. Aurora położyła się w namiocie, czując ból głowy, spowodowany zmianą wysokości i ciśnienia. Potrzebowała chwili na odpoczynek, ale Ryan zajął się nią z niemal lekarską precyzją, wiedząc co trzeba zrobić by poczuła się lepiej, za co była mu wdzięczna. Spędzili tu cały dzień, bo nie tylko ona miała drobny problem z aklimatyzacją. Przyjaciel siedział z nią cały czas opowiadając zabawne historyjki, żeby podnieść ją na duchu. Kolejno doszli do Pangboche i dalej w górę, gdzie większość osób dopadł tak zwany "kaszel rejony Khumbu", co jest tutaj zupełnie normalne. Nawet Aurora pokasływała, chociaż nie tak, jak się spodziewała. Dbała by nie dostać kataru i żeby jej nie przewiało. Chciała zminimalizować ryzyko, bo niedostateczna aklimatyzacja i choroba wysokościowa były wystarczająco dużym zagrożeniem. Jeśli mogła się postarać by się nie przeziębić - chciała z tego skorzystać za wszelką cenę. W Gorak Shep, ostatniej wiosce przed Obozem Bazowym, Aurora pozwoliła sobie na chwilę powrotu do cywilizacji.

Po krótkim spacerze po okolicy i obfotografowaniu wszystkiego dookoła, zgrała zdjęcia na tablet czyszcząc kartę, podładowała cały sprzęt, sprawdziła newsy i maila. Czekał na nią jeden od rodziców, którzy jak zwykle przypominali o używaniu telefonu satelitarnego i dawanie znaku życia. Wyrazili też wiarę w jej siłę i umiejętności. Odpisała zdawkowo, że na razie wszystko jest w porządku, a Himalaje zachwycają. Na dowód dołączyła kilka zdjęć. Fakt, czuła się dziwnie będąc w tym miejscu z tabletem i dostępem do Internetu, ale wiedziała, że te czasy uzależniają ludzi od udogodnień cywilizacyjnych, więc nie wyobrażała sobie, żeby nie skorzystać z możliwości podłączenia się do świata chociaż na chwilę. Poza tym Ryan polecił zabranie słuchawek i iPoda, bo pękające lodowce mogą wywołać gęsią skórkę w środku nocy.
Poza mailem od rodziców czekał na nią mail od Toma, który również, w typowy dla siebie sposób, napisał, że wie, że jej się uda i da sobie radę, a po powrocie ma dożywotni, darmowy wstęp na wszystkie jego koncerty. Zaśmiała się cicho. Otworzyła nową wiadomość i na chwilę zawahała się. Wybrała adres pod który chciała napisać, po czym ponownie zastanowiła się nad tym co chce napisać. Ostatecznie wystukała tylko jedno słowo: Przepraszam...

Kiedy pierwszy raz stanęła u podnóża Himalajów, zrozumiała na co się porwała. Nikt, nigdy nie zdaje sobie sprawy z tego jak te góry są wielkie. Zdjęcia nie oddają ich ogromu i potęgi. Gdy stoi się pod nimi, człowiek rozumie jak jest mały i jak niewiele znaczy. Gdy dotarli do Obozu Bazowego były one bardzo dobrze widoczne i pogoda zapowiadała się stać po ich stronie. Aurora starała się robić jak najwięcej zdjęć, póki miała okazję, bo wiedziała że im wyżej, tym będzie trudniej.

— Aurora... Poznaj to Tenzing. Będzie twoim Szerpem. Dobrze zna angielski, więc się dogadacie... — powiedział Ryan, podchodząc do niej z około trzydziestoletnim mężczyzną. Wyciągnęła w jego kierunku dłoń i uściskała. 
— Pani taka ładna i na taką wyprawę... Podziwiam, normalnie kobiety wolą przecież siedzieć w ciepłym domu i z pełnym makijażem... — powiedział Tenzing, na co zareagowała śmiechem. — Zajmiemy się panią! — dodał, zabierając wielki plecach i wkładając go sobie na plecy. Odszedł od nich, a wtedy Ryan przystąpił do ataku. 
— Słuchaj, widzę co się z tobą dzieje, okey? Masz się ogarnąć i uspokoić. Uwielbiam cię, ale jeśli się nie skupisz to zlecisz. Na razie jest prosto, ale to szybko się zmieni, zrozumiano? Tu musisz się skoncentrować, a nie rozmyślać o facecie, który nie zadzwonił. Obiecałem mu, ze cię przywiozę w jednym kawałku... 
Podniosła na niego wzrok. 
— Co się tak patrzysz? Mógł być wściekły i cię zostawić, ale to nie znaczy że chce żebyś tu zginęła... Skup się — powiedział i ruszył za resztą grupy. 


Pierwsza pobudka w obozie bazowym była dla niej czymś niewiarygodnym. Gdy wyszła z namiotu i popatrzyła na rozpościerający się przed nią widok, miała wrażenie że trafiła do raju. Słońce wschodziło powoli, odsłaniając przed wspinaczami piękny widok na Himalaje. Miała ochotę płakać, widząc prawdziwe piękno Ziemi. Mieli spędzić w tym miejscu około dwóch tygodni, licząc że tyle wystarczy na aklimatyzację. Nie przeszkadzało jej to. Miała okazję, żeby podziwiać widoki, kontemplować i starać się zapamiętać te miejsca, wiedząc że nigdy tu nie wróci. Mieli zrobić sobie kilka wypraw powyżej bazy, żeby jeszcze lepiej przystosować organizm do wysokości. Ale najbliższe dni i tak mieli spędzić tu, w tłumie innych wspinaczy z całego świata.
— I jak? — spytał Ryan, stając obok niej.
— Pięknie... — mruknęła, patrząc jak słońce wyłania się spomiędzy szczytów.
— Tak. Byłem tu już dwa razy i za każdym razem ten widok mnie zachwyca.

Opierała głowę o jego ramię i przyglądała się górom. Była dzisiaj wyjątkowo cicha i zamyślona. Objął ją jednym ramieniem i mocniej do siebie przytulił.
— Wszystko z tobą w porządku? — zapytał, głaskając ją po ręce.
— Mhmm... Wybacz, po prostu tuż przed wyjazdem dużo osób mnie olało. Czasami łapię się na tym, że nadal o tym myślę.
— Ludzie, którzy się nie wspinają, nie potrafią pojąć dlaczego to robimy. Kiedyś im przechodzi...
— Mówisz?
— Mhmm... Moja siostra, zrobiła mi za pierwszym razem istny armagedon. Nie odzywała się do mnie kilka miesięcy.
Spojrzała na mężczyznę. Miał trzydzieści jeden lat, pochodził z Atlanty i dobrze się nią opiekował. Lubiła spędzać z nim czas w obozie i rozmawiać o wszystkim. Słuchał o jej wyprawach, o wcześniejszych wspinaczkach i sam chętnie opowiadał o swoim alpinistycznym i himalajskim doświadczeniu. Był miły i wspierał ją na każdym kroku, czym od razu ją kupił. Jeszcze przed wyjazdem spotkali się kilka razy by omówić plan i zbudować jakieś zaufanie, którym musieli się darzyć podczas wyprawy.
— Dzięki, Miles... Poprawiasz mi nastrój za każdym razem.
— Patrz gdzie jesteś... Zły nastrój w tym miejscu to grzech... Oni są tam na dole i nigdy nie będą tu gdzie my... Te widoki... Uczucie... Siła i to czego uczymy się w górach... Oni nigdy tego nie przeżyją...


Siedziała na jednej ze skał i wpatrywała się w krajobraz przed sobą. Słońce powoli znikało za wierzchołkami gór, prezentując fascynujący spektakl kolorów. Słyszała jak Ryan skrada się do niej od tyłu, zapewne trzymając kamerę w dłoni.
— Zaraz ci ją zabiorę i wrzucę do szczeliny... — warknęła dziewczyna. 
— Wiem, że tego nie zrobisz. — Uśmiechnął się szeroko. Oboje mieli na sobie ciepłe czapki i ciemne okulary, w których odbijał się widok. — Muszę dużo uwieczniać dla Alice. Koniecznie musi to zobaczyć... — Aurora właśnie wywróciła oczami, a po chwili przechyliła się do tyłu i poleciała na śnieg. 
— Jesteście tak kurwa słodcy, że aż mnie mdli! — krzyknęła, robiąc minę jakby jej było niedobrze i wystawiając język. Ryan się zaśmiał, wiedząc że przyjaciółka tylko się z nim droczy. Położył się obok niej.
— No weź pozdrów moją piękną narzeczoną! 
— Czy ona wie na co się pisze? Jesteś pojebany.
— Tak. Tym bardziej jest podjarana.
— Alice... — Pokręciła głową i znowu wybuchnęła śmiechem. — To błąd... Ten człowiek cię zdeprawuje! 
— Właśnie dlatego to takie fantastyczne! Wiesz, chcę żeby zobaczyła jak najwięcej na tym filmie. Wiem, że to nie oddaje piękna tego miejsca, ale to jedyna opcja.
Skinęła głową ze zrozumieniem. 
— Nigdy nie widziałam nic piękniejszego... — szepnęła, wpatrując się w niebo nad nimi.
— W końcu mówisz z sensem.
Wyłączył kamerę.
— Ty i Miles zdajecie się dobrze dogadywać
— Dobrze mi się z nim rozmawia... Wspiera mnie. Nie wątpi w moje umiejętności... — mruknęła.
— Aurora...
Pokręciła głową.
— Nie rozmawiajmy o tym...


***

Dodaję specjalny Słowniczek, który ewentualnie pomoże zrozumieć niektóre słówka z żargonu wspinaczkowego. Przypominam, że jakiekolwiek wiadomości o Evereście można znaleźć na specjalnej podstronie.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba :) Najbliższe siedem spędzimy w górach :)  

10 sty 2017

#21 'waking up

Stanąć znowu na swojej rodzinnej ziemi, było dla Aurory niesamowitym przeżyciem. Nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo tęskniła za Polską, za Krakowem i swoim dawnym życiem. Dopiero gdy znalazła się w objęciach matki, zrozumiała że to właśnie było to, czego potrzebowała najbardziej. Oczywiście rodzice od dawna wiedzieli co planuje, ale ponieważ dopiero tuż przed wyjazdem zdała ostatnie testy sprawnościowe, ostatecznie chciała im osobiście powiedzieć, że zdobędzie Everest.
— Cóż, wiem że jesteś silna, ale liczyłam po cichu, że jednak nie zdasz testów — załkała jej matka. Aurora wysłała Ryana do centrum, polecając kilka miejsc, które powinien zobaczyć. Wolała, żeby nie był świadkiem tej rozmowy. Teraz, siedziała na sofie na wprost rodziców i nerwowo zaciskała dłonie.
— Nie wiem czy mam ci gratulować... — mruknął jej ojciec. Pan Sterling od zawsze wiedział jak jego córka kocha góry i wspinaczkę, martwił się, ale nie chciał jej ograniczać. Oczywiście dopóki nie zaczęła robić tego w bardziej ekstremalny sposób.
— Wiem, że Everest to nie Tatry. Wiem, że tam jest trudniej i wymaga to znacznie więcej energii, poświęcenia, skupienia... Ale w każdych górach może coś się wydarzyć...
Patrzyła uważnie na ojca. Wiedziała, że był zapalonym wspinaczem i chociaż nigdy tego nie przyznał otwarcie przed matką, himalaizm był jego niespełnionym marzeniem.
— Jeśli coś będzie nie tak, odpuszczę... — dodała cicho.
— Wiem, jesteś bardzo rozsądna, ale... — powiedziała jej matka, łapiąc ją za ręce. — Ach, to Himalaje... Niewiele tam zależy od ciebie, kochanie...
— Wiem, mamo...
— Co na to wszystko Chris? — zapytała cicho kobieta. Polubiła go, gdy odwiedzili Nowy Jork, chociaż wizja córki w objęciach dziewięć lat starszego mężczyzny była dla niej trudna do przełknięcia. Pomimo iż uważała Blackwooda za rozsądnego człowieka, który jest w stanie zaopiekować się jej zbyt emocjonalnym, czasami niepewnym siebie dzieckiem, musiała przetrawić tę informację.
— Wściekł się. Dopiero niedawno mu powiedziałam... — Spuściła głowę.
— Och kochanie! Dlaczego?
— Nie wiem... 
Naprawdę nie potrafiła racjonalnie wyjaśnić tego, że tak długo ukrywała tę informację. Strach przed reakcją? Przed próbą wybicia jej tego z głowy? Fakt, nikt nie mógł jej powstrzymać, ale ich reakcje i utrata zdecydowanie były gorsze, niż gdyby powiedziała wcześniej. Wiedziała to i musiała się pogodzić z tym, że sama sobie była winna. I tak podziwiała rodziców za względny spokój.  Nawet wtedy, gdy powiedziała im po raz pierwszy, że się do tego przygotowuje. Spodziewała się czegoś znacznie gorszego, a tymczasem jej matka płakała, ale nie krzyczała, nie krytykowała.
Dziewczyna wstała z sofy.
— Pójdę do siebie. Muszę chwilę odpocząć.

Godzinę później usłyszała jak drzwi do pomieszczenia się otwierają i staje w nich jej matka. Oderwała wzrok od monitora i spojrzała na rodzicielkę, nadal przekrwionymi oczami.
— Mamo... Wiem, wiem, że zawaliłam na równej linii. Wiem, że się martwicie, ale... ja tak bardzo marzyłam, żeby to zrobić... — powiedziała, spuszczając głowę.
— Rozmawiałam z Ryanem. Powiedział, że się tobą zajmie, że był i wie jak tam jest... — szepnęła blondwłosa kobieta, siedząc obok córki. Aurora kochała swoją mamę. Była późnym dzieckiem, po jednym poronieniu, więc rodzice bardzo o nią dbali. Ale nie rozpieszczali. Nigdy nie pozwalali jej mieć wszystkiego czego chce, ale dawali jej przestrzeń, gdy miała małe załamania i potrzebowała chwili, żeby się uspokoić. Pani Sterling miała pięćdziesiąt dwa lata, miodowe włosy i jak na swój wiek wyglądała młodo oraz ubierała się modnie. Była elegancka i miała wyczucie stylu. Teraz patrzyła na nią swoimi zielonymi oczami z troską. Tak jak w tych momentach, gdy dziewczyna płakała bo coś ją bolało.
— Posłuchaj... Wiem, że wiele zmian zachodzi teraz w twoim życiu... Pogubiłaś się w tym wszystkim, bo dzieje się bardzo szybko... Opuszczenie domu, nowi znajomi, przeprowadzka z daleka od Polski, praca, kariera, związek... Na studiach nie imprezowałaś za bardzo, miałaś dwie oddane przyjaciółki, stałe i niezmienne rzeczy w życiu... Nie randkowałaś. Nie musiałaś pracować, skupiałaś się na wykształceniu — powiedziała kobieta, głaszcząc ją po włosach. — W przeciągu roku wszystko przyspieszyło i wpadłaś do wielkiego kotła, z którego nie mogłaś się wydostać. Wiem, ze czujesz się przytłoczona... Dotychczas więcej czasu spędzałaś w domu niż poza nim... — dodała ciszej.
Aurora wiedziała, że jej matka zawsze chciała ją na siłę wypychać na imprezy i spotkania z przyjaciółmi. Liczyła, że zacznie się spotykać z chłopakami i będzie jak normalna dwudziestolatka. A ona tymczasem, uparcie siedziała w domu, pisała albo obrabiała zdjęcia. Czasem wyjeżdżała, ale każdy kontakt z obcymi był dla niej stresujący. Matka bała się, że naprawdę, jak tak dalej pójdzie, córka stanie się zamkniętym na społeczeństwo outsiderem. A tymczasem, w przeciągu roku wszystko się zmieniło. Kobieta westchnęła głośno.
— Wierzę w ciebie, wiem że tego dokonasz, a jeśli nie będziesz w stanie to odpuścisz... Jesteś bardzo rozsądna... Obserwuję jak sobie radzisz, jak pokonałaś swoje demony, niepewności, granice... Jak budujesz karierę, dorosłe życie... Wściekanie się nie pomoże i nic nie da... Jesteś zbyt uparta. Jak ojciec.
Aurora popatrzyła na nią zaskoczona.
— Popełniam mnóstwo błędów...
— Każdy je popełnia. Do końca życia. — Kobieta przyglądała jej się uważnie.
— Ale ja nie wiem czy nie zabiłam tego co miałam... 
— Kochanie... — Pogłaskała ją po mokrym policzku. — Miał prawo się zdenerwować. Ma prawo się martwić, bo cię kocha...
— Nigdy tego nie mówił...
— Nie musiał. Wiem, że wydaje ci się, że jego reakcja była za ostra, okrutna... Że nie wierzy w ciebie. Nie wierzy, bo on nie rozumie tego świata. Ja też do końca tego nie pojmuję. Kocham chodzić w góry, ale nie tak ekstremalnie... I będę się martwiła do momentu gdy nie zadzwonisz do mnie z domu i nie powiesz, że leżysz we własnym łóżku. Martwię się codziennie bo jesteś tak daleko. Bałam się za każdym razem gdy jechałaś się wspinać. Przestraszył się. Boi się o ciebie. Ale w głębi wierzy, że ci się uda. Ale strach nie pozwala temu wyjść na powierzchnię. Więc uciekł. Faceci tak mają... Opamięta się... Teraz jak cię stracił, albo zrozumie jak mu zależy, albo nie wróci. Wtedy będziesz wiedziała, że nie warto walczyć. — Czuła jej delikatny dotyk na włosach i powoli się uspokajała. — A ból kiedyś się zmniejszy...
— Masz rację... Miał prawo się wściec — mruknęła. — Zachowałam się jak smarkula...
— Miał. Zrobiłaś głupotę. Powinnaś powiedzieć. To był na tyle poważny związek, że powinnaś go uwzględnić i to przedyskutować. Ale wiem, że się bałaś... To dla ciebie nowa sytuacja... Związek, praca... Jeszcze nie wiesz jak się w tym odnaleźć... Jeśli to przepracujecie... — Pocałowała ją w czubek głowy. — Będzie tylko lepiej.

Leżała i wpatrywała się w sufit. Teraz dochodziło do niej wiele rzeczy. Na przykład to, że przez zapatrzenie na swoje sprawy i plany, zupełnie nie zareagowała na wyznania Christophera. Zajęło jej kilka tygodni, żeby uświadomić sobie, że o mało nie zabił człowieka. Że jego przeszłość nie była kolorowa, a przez nią przyszłość była niepewna. Nie należała do osób, które nadmiernie piją, palą, czy kiedykolwiek sięgały po narkotyki. Była grzeczna i poukładana. Nie sprawiała problemów. Ale rozumiała, gdy ludzie popełniali błędy. Każdy miał inny powód. Jedne była w stanie zrozumieć, innych nie. Nie chciała potępiać Chrisa, bo wyszedł na prostą i zapracował na swoje uznanie. To co było w przeszłości, miała zamiar zostawić w przeszłości i nie rozpamiętywać. Była jak sparaliżowana, gdy uświadamiała sobie jaka z niej egoistka. Wypuściła głośno powietrze i przewróciła się na bok, patrząc na ukochanego misia, którego dostała od matki, gdy wyjeżdżała na studia. Tamtej Aurory już nie było. I miała zamiar po powrocie z Nepalu zawalczyć o to co spieprzyła. Naprawić i wyjaśnić co to wejście dla niej znaczy.

W Polsce spędzili jeszcze kilka dni. Aurora pokazała Ryanowi Kraków, spotkali się z jej starymi znajomymi, połazili po Tatrach i trenując po raz kolejny przed Nepalem. Dziewczyna cieszyła się, że odwiedziła swój kraj, który bardzo kochała. Wiele mogła zarzucić ludziom i politykom, ale jako miejsce, Polska była przepiękna. Miała długą historię, którą blondynka zawsze z chęcią poznawała. Kiedy stała na wierzchołku Rysów, na który postanowili wejść, gdy pogoda im dopisała, a na którym stała już kilka razy w swoim życiu, poczuła że ta decyzja o Evereście była bardzo dobra. Kochała wspinaczkę. Kochała to uczucie dumy gdy weszło się na samą górę. Kochała uczucie wolności, bo na szczycie nie było nic poza wiatrem i wolną przestrzenią.
Mimo to, nie potrafiła wyrzucić Christophera ze swoich myśli. Zamknęła oczy, by poczuć wiatr na skórze i pozwolić by myśli uleciały.
— Wiesz co... — powiedział Ryan stając obok niej.
— Hmmm? — mruknęła z rozmarzonym uśmiechem.
— Muszę tu wrócić.


Berlin
Tuż przed powrotem, zatrzymali się w Berlinie. Po pierwsze chcieli iść na koncert twenty one pilots, po drugie, Aurora bardzo lubiła to miasto. Była tam kilka razy w swoim dotychczasowym życiu i za każdym razem zakochiwała się jeszcze bardziej. Architektura tutaj idealnie współgrała. To co nowe, łączone było z tym co stare.
Trudno jest opisać to, jak czuła się w tym miejscu i jak je postrzegała. Bez względu na wszystko, po prostu uwielbiała w nim przebywać. Odnosiła wrażenie, że to miasto idealne dla każdego, które przyjmuje przyjezdnych z otwartymi ramionami. Bez względu na odmienność, a nawet dziwactwa niektórych. Poczuć tu można sztukę i kulturę na każdym kroku. Uliczne występy, pomalowane ściany, ciekawi ludzie... To, dostaje się tutaj w ogromnej dawce. Kochała Nowy Jork, ale Berlin... Był dla niej po prostu wyjątkowy. Każdą swoją wizytę, zaczynała od East Side Gallery. Rano poszli nad rzekę, siedli na trawie, twarzami w stronę Sprewy, wyciągnęli pudełeczko z ciasteczkami własnej roboty i tak powitali dzień: obserwując jak promienie słońca, odbijają się w wodach rzeki, słuchając jak miasto budzi się do życia. Nie pominęli starej budki do robienia zdjęć i ledwo się w niej mieszcząc zrobili aż trzy serie kolorowy, słabych jakościowo fotografii. Tutejsze budki są jeszcze z lat siedemdziesiątych, więc byli w stanie to wybaczyć. Potem wolnym krokiem ruszyli w stronę Aleksanderplatz, gdzie zjedli śniadanie i delektowali się porankiem. Pamiętała jak za pierwszym razem wybrała się do Pergamonu. Muzeum robi wrażenie. To co się w nim znajduje, jest przerażającym świadectwem zachłanności ludzkiej i braku szacunku do zabytków. Aurora nigdy nie przejmowała się opiniami, jakoby była nudna bo lubi chodzić po muzeach. Uważała, że to co nam zostało po przodkach jest warte pielęgnowania i oglądania, bo robi ogromne wrażenie i często poraża pięknem. Cyceron powiedział kiedyś, że historia jest świadkiem czasów, światłem prawdy, życiem pamięci, nauczycielką życia. Dziewczyna wiedziała, że warto się nad tym zastanowić i zamiast jechać do Berlina tylko po to, żeby się zabawić, zobaczyć co ma to miasto innego do zaoferowania. Nie chciała nikogo namawiać i moralizować. Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie i to co w nim robi. Ona po prostu zachęcała bliskich do takiego podróżowania. Wierzyła, że warto pochylić się nad historią i zabytkami, odkrywając kolejne historie, które motywują, inspirują czy przestrzegają.
Ona polecała zawsze jedno: spacer. Naprawdę długi. Nie przejmując się czasem, tym co TRZEBA zobaczyć w danym mieście. Na to będzie jeszcze czas. Piękne są te momenty, gdy idzie się po ulicy, nie jak turyści, ale tak jakby się mieszkało tam od dawna. Obserwacja rytmu i pulsu miejsca i chłoniecie go całkowicie, na te kilka godzin stając się mieszkańcami. Przyglądanie się budynkom, architekturze, witrynom sklepowym, ludziom, samochodom, drzewom, psom biegającym po chodniku. Słuchając muzyki, gwaru, języka. I chłonięcie... Każde miasto jest inne. Każde ma inny charakter, jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Każde można człowieka czegoś nauczyć. Warto pozwolić sobie na moment oderwania się od wszystkiego dookoła. I po prostu stać się... tutejszym.

27 gru 2016

#20 'save me from my rocking boat

Nigdy nie zastanawiała się nad tym jak boli złamane serce. Chociaż od dłuższego czasu spodziewała się końca, nie przewidziała jak bardzo ją to dotknie. Pierwsze dwa dni spędziła zamknięta w sypialni, płacząc i niewiele jedząc, unikając pytań współlokatorów. Po dwóch dniach wyznała im swoje plany, a oni zareagowali podobnie do Christophera: krzyczeli, mówili, że jej się nie uda i wyrażali swój zawód z powodu jej zachowania. Ale sama była sobie winna.
— Oszalałaś! — krzyknął James, chodząc w tą i z powrotem. — Po co? Żeby sobie widoczki pooglądać?! Na cholerę tak ryzykować, A? Co ci to da? A jak coś ci się stanie?! Czy ty pomyślałaś o nas, czy jak ostatnia egoistka, stwierdziłaś, że masz kaprys i bez konsultacji z innymi to zrobisz?!
— I tak nie zrozumiesz... — mruknęła. Była speszona ich zachowaniem. Nikt nigdy aż tak się na nią nie wściekł. Była po prostu zbyt spokojna i poukładana. Ona potrafiła wybuchnąć, ale starała się nie dawać innym powodów do denerwowania się. Aż do teraz. Teraz wkurzyła wszystkich.
— Och, no oczywiście! Odpowiedź, kurwa, na wszystko! Nie zrozumiesz! Świetnie!
— Dlaczego nic nie powiedziałaś? — szepnęła Laura, wpatrując się w jej twarz.
— Nie wiem. Teraz sama się nad tym zastanawiam... — Wpatrywała się w swoje złączone dłonie i nerwowo wyłamywała sobie palce, chociaż dotychczas nienawidziła tego dźwięku. 
James był wściekły. Laura zawiedziona. Aurora zmieszana. Czuli się tak, jakby nie byli dla niej ważni, bo nie raczyła ich poinformować o swoich planach. I to tak poważnych. Jak każdy: bali się i stresowali. To wszystko było trudne do przetrawienia, a ona nawet nie dała im szansy by o tym porozmawiać. Przyszła i powiedziała: Za nieco ponad miesiąc jadę do Nepalu. I dwa miesiące spędzę w górach. W cholernie niebezpiecznym miejscu, w którym niewiele zależy ode mnie. Żadne z nich nie wiedziało czy wściekają się za to, że milczała czy za to, że podjęła taką decyzję. W końcu James warknął, że musi to przetrawić i zaniknął w swoim pokoju. Laura natomiast uparcie milczała jeszcze kilka minut, po czym sama wyszła.
Wtedy Aurora zabrała swoje rzeczy, kota i wyniosła się do Ryana, który razem z Alice, przyjęli ją pod swoje skrzydła. Potrzebowała kilku dni, żeby dojść do siebie i uspokoić skołatane nerwy, a co ważniejsze: dać przyjaciołom przestrzeń. Nie było łatwo, ale Ryan okazał się bardzo dobrym wsparciem, gdy zaczęła we wszystko wątpić.

*


Barcelona

Wjazd do Europy okazał się nie taki jaki zaplanowała. Aurora nabrała odrobinę więcej energii i znalazła dużo inspiracji. Nie miała pojęcia jak to się stało, ale wierzyła, że dużo pracy i skupienie się tylko na niej, było dla niej swego rodzaju ucieczką od życia prywatnego.
Barcelona przywitała ich słońcem i dość przyjemną temperaturą. Blondynka pozwoliła sobie na tymczasowe rozluźnienie, chociaż wieczory spędzała na płaczu do poduszki i piciu kolejnych kieliszków wina. W ciągu dnia, razem z Ryanem, zwiedzali miasto i starali się poczuć jego wyjątkowy klimat.
Nie mogła uwierzyć w niepowtarzalność tego miejsca. Kolorowe, fantazyjne budynki i rozległe parki. Każdego dnia robili coś innego. Gdy pogoda na to pozwalała, wybierali się do parków i na plażę. Za dnia Aurora dziękowała za to, że nie myślała o niczym. Ryan skutecznie odciągał jej, galopujące ciągle w stronę Nowego Jorku, myśli. Musiała przyznać, że klimat tego miasta bardzo mu pomagał w tym zadaniu. W tak kolorowym miejscu, nie można było zbyt długo pozwalać sobie na troski. Szczególnie, że Hiszpanie byli bardzo zainteresowanie blondwłosą dziewczyną o jasnej karnacji i szarych oczach. Uśmiechała się zawsze na miły komentarz i odchodziła. Było zdecydowanie za wcześnie na wchodzenie w jakieś flirty z jakimkolwiek mężczyzną.
— Hej! Idziemy! — krzyknął Ryan, wpadając do jej pokoju, gotowy do wyjścia. — Bierz aparat i ruszamy. Dzisiaj Park Güell!
Uśmiechnęła się, narzucając na ramiona cienki sweterek i zabierając torbę. Upewniła się, że wszystko zamknęła i wyszła za przyjacielem na korytarz.

Żadne zdjęcie, które wykona się w Barcelonie nie oddaje w stu procentach klimatu tego miasta. Aurora zachwycona chodziła po parku i robiła zdjęcia niemal wszystkiego. Fantazyjne mozaiki na ścianach tak ją wciągnęły, że przestała słuchać Ryana, który z zapałem opowiadał o tym miejscu. Dotykała palcami kolejnych kolorowych fragmentów, podziwiając kątem oka panoramę miasta. W końcu do jej uszu doszła muzyka. Jakiś chłopak stał z boku i grał na gitarze. Uśmiechnęła się i podbiegła do niego, wyglądając trochę jak mała dziewczynka, która właśnie zobaczyła coś co chce mieć. Pomachała do przyjaciela. Po chwili już trzymała gitarę w ręce. Zaczęła spokojnie wygrywać kolejne akordy. Ryan wyciągnął telefon.

— Everobody gets high sometimes, you know, what else can we do when we're feeling low? So take a deep breath and let it go, you shouldn't be drowning on your own. And if you feel you're singking, I will jump right over into cold, cold water for you and althought time may take us into different places i will still be patient with you and I hope you know... I won't let go, I'll be your life line tonight... I won't let go, I'll be your life line tonight... Cause we all get lost sometimes, you know? It's how we learn and how we grow and I wanna lay with you 'til I'm old you shouldn't be fighting on your own... — Zamknęła się w swoim świecie. Ryan zrozumiał, że najwyraźniej wczorajsze spotkanie trochę poprawiło jej nastrój. Niewiele chciała zdradzić. Rano, ubrana w okulary przeciwsłoneczne, z torbą na laptopa na ramieniu, wyszła i wróciła późnym wieczorem. Podczas jednej rozmowy telefonicznej powiedziała, że spotkała się ze znajomym i właśnie piją piwo na plaży. Od momentu gdy się do nich przeniosła, martwił się jej samopoczuciem. Nie tylko ze względu na to, że w Nepalu musiała być skupiona, ale przez to, że naprawdę pomimo nałożonego uśmiechu, widać jak cierpi. Zdawał sobie sprawę z tego, że sama się wkopała w to wszystko, ale w głębi duszy liczył na to, że jej przyjaciele się opamiętają i chociaż trochę ją wesprą. A tymczasem rzuciła się wir pracy i nie miała czasu, żeby poukładać sobie to w głowie. A to mogło mieć tragiczne skutki.
Spojrzał na wyświetlacz i stwierdził, że na ma nic do stracenia. Wprowadził filmik do wiadomości i nacisnął przycisk SEND.

*

Nowy Jork
Obszedł wyspę i upił łyk kawy. Słyszał jak jego telefon uporczywie wibruje na wyspie. Miał ochotę olać dzisiaj wszelkie połączenia i wiadomości. Miał wolne. Ten jeden dzień w tygodniu, mógł mieć gdzieś wszystko dookoła. A jednak... Wiedziony ciekawością podniósł go i odebrał wiadomość od Ryana. Patrzył na filmik, na którym Aurora, ubrana jak zwykle na czarno, gra na gitarze pomiędzy wysokimi, jasnymi kolumnami, a w okół niej zabrał się spory tłum ludzi. Nie znał utworu, ale był średnio zaznajomiony z nowymi piosenkami. Po prostu słuchał jej przyjemnego głosu i patrzył na jej uśmiech, który zupełnie nie dochodził do jej oczu.
— Come on, come on save me from my rocking boat I just wanna stay afloat I'm all alone. And I hope, I hope someone's gonna take me home Somewhere I can rest my soul I need to know you won't let go. I won't let go, no no... I'll be your life line tonight, you won't let go... I'll be your life line tonight... I won't let go...
Patrzył dłuższą chwilę na wyczerniony ekran telefonu. Miał ochotę nim rzucić o ścianę. Nie wiedział czy jest wściekły na siebie, na nią, na Ryana, czy na wszystkich po trochu. Od rozstania z Aurorą był kompletnie skołowany. Z jednej strony, nadal nie potrafił zrozumieć jak mogła mu nie powiedzieć o czymś tak ważnym. Z drugiej jednak... Tęsknił. Martwił się. Wiedział, że nie przestanie, dopóki nie dostanie wiadomości, że jest cała i zdrowa. Westchnął głośno, opierając czoło o blat wyspy kuchennej. Znowu spojrzał na wyświetlacz. Obok informacji o wiadomości, było również powiadomienie. Zobaczył, że Aurora dodała nowy post na swojej stronie.

*


Amsterdam

Nigdy specjalnie nie zastanawiała się nad zawodem prostytutki. Nie musiała, bo w jej otoczeniu nie było kobiet, które parały się tym zawodem. Poza tym, mimo iż bardzo długo zwlekała z seksem, to nigdy nie była pruderyjna i nie był to temat tabu (chyba, że rozmowa dotyczyła jej życia seksualnego, chociaż i z tym się uporała). Wręcz przeciwnie. Należała raczej do osób, które chętnie o tym dyskutowały, nie miały jakiś niestworzonych wyobrażeń, ale nie wstydziły się otwarcie poruszać tego wątku. A jednak, w żadnej rozmowie z jej przyjaciółmi, nigdy nie wypłynęła kwestia prostytucji.
Kiedy była w Amsterdamie, zrozumiała, że to coś więcej i że może niektórzy nie rozumieją. Więc rozmawiała. I to dużo. Pytała kolejnych kobiet dlaczego, po co... Chciała zrozumieć. I tak, chciała to przedstawić w przyszłym reportażu. Zdjęcia były... Aurora twierdziła, że wiele mówią. Na każdym był tylko zarys kobiety. Sama postać była czarna. Zza niej biło jasne światło, jakby miała zaraz wyjść na scenę. Wybrała kilka rozmówczyń, które ją zaskoczyły. Chęć, pragnienie, przyzwyczajenie. One chciały tak pracować. Lubiły to. Blondynka by tego nie zrobiła, ale kim była żeby je oceniać? Czy robiły tym komuś krzywdę? Możliwe. Czy chciały? Nigdy. To zawsze był wybór facetów, którzy przychodzili do nich, a mieli rodziny. Niektóre zastrzegały, że nie chcą żonatych. Inne, twierdziły że robią tym przysługę ich żonom, bo wychodzi jakimi zdradzieckimi dupkami są. Jak nie do mnie. pójdą do innej... mówiły. A Aurora słuchała. Zmieniając imiona, pokazując zdjęcia, które mówią tak wiele i niewiele w tym samym czasie.

— Śliczna jesteś, chodź nauczę cię kilku sztuczek w łóżku... — mruknęła wysoka brunetka o idealnym, aczkolwiek nieco sztucznym ciele. Właśnie przyznała otwarcie, że piersi miała zrobione, mięśnie brzucha były wynikiem ćwiczeń (by mieć kondycję) i ciągle uprawianego seksu, usta nieco powiększyła i wymodelowała policzki. Aurora nie była fanką poprawek, ale twierdziła, że wszystko jest dla ludzi. Poza tym Irina (jej pseudonim zawodowy) nie wyglądała aż tak źle. — Powiadają, że kobieta powinna być damą poza łóżkiem i dziwką w sypialni, a kto cię tego nauczy lepiej niż sama dziwka? 
— Nie lubię tego określenia... — powiedziała stanowczym głosem Aurora. — Chyba, że odnosi się do wrednych pind, które lubią ranić dla zabawy. 
— Zaczynam cię lubić! — krzyknęła uradowana kobieta i stuknęła swoim kieliszkiem o jej. Siedziały w Vinkeles, jednaj z najlepszych restauracji w mieście i popijając wino, czekały na kolację. Blondynka stwierdziła, że to jej rozmówczyni powinna wybrać miejsce spotkania, bo wie gdzie można dobrze zjeść, porozmawiać w spokoju i będzie czuć się swobodnie. Niepotrzebnie. Irina najwyraźniej nie miała z niczym problemu, a już na pewno nie z rozmową o swojej pracy. Aurora uznała to za dobry znak. — Och, skarbeńku... Naprawdę jesteś piękna! Twój facet jest szczęściarzem.
— Zerwał ze mną jakieś trzy tygodnie temu... — Skrzywiła się.
— Wybacz. Jego strata. Jestem pewna, że jesteś w stanie podbić serca mężczyzn.
— Dotychczas średnio mi to wychodziło... Ale nie o mnie... — mruknęła.
— Zawrzyjmy umowę... Ja ci powiem coś o sobie, a ty mi coś o sobie, co ty na to? Lubię wiedzieć z kim rozmawiam...
Blondynka westchnęła głośno i skinęła na znak zgody. Ta druga zaklaskała w dłonie uradowana.
— Lubisz tu przychodzić? — zagadnęła Aurora, gdy otrzymały zamówiony posiłek.
— To jedna z najlepszych restauracji w mieście. Wiem o co chcesz zapytać i tak, stać mnie na jedzenie w tym miejscu. Wbrew pozorom prostytutki w tym mieście zarabiają bardzo dobre pieniądze. Tutaj wszystko jest na porządnie zrobione. I naprawdę klienci to z reguły... bogaci faceci. Trzeba wyłożyć niezłą sumkę, żeby się z nami umówić... No i... Mamy zasady. To znaczy każda z nas. Ja na przykład nie bawię się w żonatych i zbyt... specyficznych, rozumiesz?
Aurora pokręciła przecząco głową. 
— Żadnego podduszania, bicia, pejczy, kneblowania... I takie tam...
— Okey...
— Posłuchaj... To co robię, robię bo lubię. Seks jest dla mnie czymś cudownym, bez względu na to czy uprawiam go z kimś kogo znam, nie znam, kocham, czy jest mi zupełnie obojętny. Ja to to prostu lubię... Jako akt. Dlatego zależy mi na tym, żeby moja sfera komfortu nie została naruszona, żeby nie działo się coś, czego nie lubię... Żebym się nie bała. Zaczęłam pracować, bo nie miałam kasy na życie. Porwałam się z motyką na słońce, wyjechałam z Lwowa i znalazłam w Amsterdamie bez środków do życia. Nigdy nie czułam się upokorzona, ale pierwsze miesiące byłam... skrępowana, zażenowana. To co widzisz teraz, to jak się zachowuję, jak podchodzę do pracy, przyszło z czasem. Mam głównie stałych klientów, po których wiem czego się spodziewać. Szanują mnie. Często to zajęci pracoholicy, którzy nie mają czasu na romanse. I nie są oceniani za wybory, których dokonują... — Wsunęła do ust widelczyk. Zachowywała się z klasą, wyglądała elegancko i była wyjątkowo sympatyczna. Aurora była zaskoczona, gdy tamta weszła do restauracji, ubrana w dopasowaną, prostą i skromną czarną sukienkę. — Wielu przychodzi i mimo wszystko raczy mnie rozmową. Opowiadają jak im minął dzień, co ich zdenerwowało, albo ucieszyło... Pytają o mnie. To... Fajne, że ja też ich interesuję... Chcą z siebie to wyrzucić, wiesz? Czasami mam wrażenie, że myślą o mnie jak o dziewczynie... Oni tak mają... Potrzebują z siebie wyrzucić wiele rzeczy, potrzebują rozmowy i zrozumienia... No więc... Teraz ty zdradź coś o sobie...
Aurora popatrzyła jej w oczy. Widziała w nich szczerą chęć poznania jej. Słyszała już dawno, że reportażyści opowiadają o sobie swoim rozmówcą, żeby tamci mieli poczucie, że opowiadają swoją historię komuś znajomemu. Nie myślała jednak, że ma to aż takie znaczenie, a Irinia sama zacznie łaknąć informacji o niej. Uśmiechnęła się lekko i spuściła na chwilę wzrok.
— Niewiele o mnie mówić... Jestem dość nudna... Na własne życzenie lubię pieprzyć sobie życie.
— Witaj w klubie, siostro! Rodzina ze mną nie rozmawia. Dawni przyjaciele mnie odtrącili. Dopiero w Amsterdamie nauczyłam się żyć. Ale wiesz co? Zrozumiałam, że jeśli ktoś nas nie wspiera, nie wierzy i odtrąca przez nasze błędy oraz decyzje... To w większości nie jest wart zachodu... Ludzie, którzy nasz głęboko kochają, nawet jak się wściekną to w końcu wybaczą... — Upiła łyk wina i wyjrzała na zatłoczoną ulicę. Aurora zrobiła to samo, czując się gorzej niż kilka minut temu.

18 gru 2016

#00 'explanation

Skurwysyństwo. Nazywajmy rzeczy po imieniu.

Rozejrzała się po niewielkiej kawiarni, w której akurat siedziała. Znajdowała się w Barcelonie i z przyjemnością wsłuchiwała się w otaczający ją język. Przymknęła na chwilę oczy, po czym znowu zatrzymała wzrok na ekranie komputera.

Powinnam się wytłumaczyć. Powinnam coś powiedzieć, napisać... Ale nic co powiem czy napiszę nie będzie wystarczające. Mało kto jest w stanie zrozumieć moje postępowanie i decyzje. Od prawie roku przygotowywałam się na ten moment, a jednak gdy nadszedł... Uderzył we mnie niczym pędzący japoński pociąg. Dziura w moim sercu jest niczym ta czarna, która wsysa w siebie wszystko dookoła. Czuję się tak, jakby moje płuca przestały funkcjonować, żołądek skurczył się i wysechł niczym rodzynka, a przy tym wszystkim, mózg pracował na zbyt dużych obrotach. Ale sama jestem sobie winna.

Upiła łyk mocnej kawy, która rzekomo miała ją postawić do pionu po wczorajszym piciu. Po raz kolejny w swoim życiu się upiła. W samotności. W hotelowym zaciszu. Kupiła kilka butelek hiszpańskiego wina, chcąc przywieźć do Stanów jako prezenty, ale uświadomiła sobie, że większość przyjaciół ma ją gdzieś, więc uraczyła się wczoraj dwiema. Była pijana jak świnia i usnęła na siedząco, dzisiaj uskarżając się na ból niemal całego ciała.

Wspinałam się od małego. Góry traktowałam jak ucieczką od miejskiego zgiełku i ludzi oraz terapię od strachu przed przestrzenią i wizjami, które roztaczał przede mną mózg. Najpierw spokojnie z rodzicami, z wiekiem zaczęłam to traktować nieco bardziej ekstremalnie. Nie oczekuję, że ktokolwiek mnie poprze. Kto się nie wspina, nie rozumie tej potrzeby by wracać. A to uzależnia. Adrenalina, która zaczyna płynąć w żyłach. Widoki, które się podziwia. Duma, którą się czuje. Bliskość natury i poczucie respektu wobec niej. Pokonanie wszelkich ograniczeń. Pokonanie własnego umysłu i ciała. Oddychanie tak czystym powietrzem... I to uczucie... Zmęczenie i ból... 

Odstawiła pustą filiżankę po espresso i popatrzyła na kelnera. Podszedł do niej natychmiast.
— Quisiera más café. Por favor... — powiedziała, chcąc dostarczyć organizmowi jeszcze jedną dawkę kofeiny. Nasunęła ponownie okulary na oczy, czując że słońce ją razi, a jego obecność na niebie jest nieporządana. Wyjrzała przez okno na zatłoczoną La Ramblę. Pogoda była wyjątkowo ładna i niemal idealna. Termometry wskazywały piętnaście stopni, a słońce nie wypalało dziur w skórze, chociaż przez kaca, niemiłosiernie ją irytowało. Miała ochotę zrobić sobie dzisiaj spacer po Barcelonecie i nie przejmować się pracą. Aparat zostawiła w hotelu. 
— Gracias... — mruknęła, gdy niewielka filiżanka znowu wylądowała na jej stoliku.

Miałam się nie tłumaczyć, a nadal to robię... Wiem, że zatajanie tej informacji było... skurwysyństwem. Tak, nie będę się wybielać. Zrobiłam źle... I co gorsza wiedziałam to. A i tak nie zrobiłam nic, żeby załagodzić sytuację. Nie powiedziałam wcześniej. Nie oczekiwałam rozmowy. Nie dałam szans na dyskusję. Postawiłam bliskich przed faktem dokonanym. To było... złe. Bo już nawet nie słabe. Karygodne zachowanie i teraz ponoszę jego konsekwencje. Czy było warto? Cóż, ogólnie, zapytajcie mnie za cztery miesiące gdy wrócę z Himalajów. Jeśli mówimy o zatajaniu informacji... nie, nie było. Nie było ani łatwiej, ani nie czuję się lepiej, bo nikt nie mógł mnie powstrzymać. 

Pomachała ręką do mężczyzny, który akurat wszedł do kawiarni. Uśmiechnął się i poszedł coś zamówić. Miała kilka chwil na to by zakończyć pisanie.

Jak pisałam. Nie oczekuję zrozumienia. To była decyzja trudna. Rok trenowałam i wylewałam z siebie siódme poty, żeby pieniądze mojego wujka nie poszły na marne. Everest... Zdobywa się by sprawdzić siebie... Kiedy zrobiło się tak wiele... Pokonałam własne, wewnętrzne demony, myślałam, że nauczyłam się dorosłości i niezależności... Teraz pozostało mi zdobycie Dachu Świata. Pokazanie sobie i wszystkim innym, że jestem silna i wytrzymała. Jeśli wierzycie, że to "widzimisię", cóż to wasza decyzja, której nie mogę wam zabronić. Pewien wspinacz powiedział kiedyś: 
Wspinanie się jest formą czystej wolności i czymś wyłącznie osobistym. 

Jego odpowiedź na pytanie: Dlaczego ludzie wspinają się zimą, jest idealna na pytanie: Dlaczego ludzie w ogóle się wspinają? 

Dlaczego kochasz? Nie ma jedynej właściwej odpowiedzi na to pytanie. Często kochamy coś, co inni uważają za niewłaściwe, ale my wciąż to kochamy. Tak samo jest z alpinizmem. Pragnienie poznawania i przygody trudno wytłumaczyć, jest jednak częścią naszego DNA. Jeśli Kolumb nie wierzyłby w możliwości poznania mórz i oceanów, nigdy nie odkryłby Ameryki. Nie możemy oczekiwać, że wszyscy będą siedzieć w domu i robić tylko to, co jest wygodne i racjonalne. Zabilibyśmy człowieka i jego duszę.

Blondyn usiadł na przeciwko niej i założył nogę na nogę.
— Byłem zaskoczony twoim telefonem... — powiedział spokojnie, patrząc jak odsuwa netbooka na bok. Uśmiechnęła się nieznacznie. — Skąd wiedziałaś, że jestem w Hiszpanii?
— Facebook, Snapchat, Instagram... Można cię namierzyć bez problemu... 
— Więc? Co skłoniło cię do wykonania tego połączenia? — Upił łyk kawy i uśmiechnął się do niej szeroko. Doceniała, że nadal się do niej odzywa.
— Miałam ochotę porozmawiać z kimś, kto nie jest na mnie wściekły, Tom... — powiedziała, czując, że jej głos drży niebezpiecznie. Zagryzła wargę, żeby nie wybuchnąć płaczem. 
— Hej... Będzie okey. Zdobędziesz szczyt i udowodnisz, że jesteś najbardziej niesamowitą babką, którą znam. Inni też to zrozumieją... Poza tym... Wydaje mi się, że tym, którzy tego nie robią, trudno jest pojąć to wszystko... Mogą to po prostu zaakceptować. Pewnie, że się boją i martwią... Niektórzy różnie na to reagują... Chociaż, gdyby któryś z moich synów za kilkanaście lat oświadczył, że zdobędzie Everest... Zatrzasnąłbym go w piwnicy — powiedział zupełnie poważnie.
Zaśmiała się cicho.
— Daj mi moment. Możemy wyjść stąd i... zrobić cokolwiek. Tylko...
Przysunęła znowu komputer.

Ten sam facet powiedział: 
Ocena takiej wyprawy przez kogoś, kto tego sam nie praktykuje ani nie zna tej materii, jest rzeczą najbardziej arogancką i lekceważącą - ale w świecie alpinizmu zdarza się często, zbyt często. Konsekwencje decyzji alpinistycznych zawsze spadają tylko na osobę, która je podjęła, i na nikogo innego. 

Wiem, że jeśli coś mi się stanie, wszyscy moi bliscy to odczują. Ale czy nie powtarza się, że powinniśmy myśleć pozytywnie? Więc może zamiast wątpić, kwestionować i krzyczeć, trzeba wspierać, wierzyć i akceptować? Tej wiary mi teraz brakuje, wiecie? Boli jak cholera, że wszyscy wątpią w moje umiejętności. Ale chyba czas pokazać kim jestem naprawdę. 
Jeśli chcecie to zrozumieć jeszcze lepiej, przeczytajcie to: KLIK. To wywiad ze światowej sławy wspinaczem. Może ludzie pojmą, że są rzeczy, których nie rozumieją. Ja nie chcę was przekonywać... Chcę wam pokazać, że jeśli ktoś podejmuje taką decyzję, warto sprawdzić czy jest świadoma i wspierać. Bo to daje ogromną siłę... Mam nadzieję, że mi mojej nie zabraknie...
Tej decyzji o zatajeniu informacji będę żałować do końca życia. Wiem, że będę musiała odbudować co spieprzyłam i odpokutować za swoje błędy. Zasłużyłam... Miejmy nadzieję, że dostanę na to wszystko szansę...

Opublikowała wpis i wyłączyła niewielkiego netbooka. Schowała go do torby i wstała z miejsca.
— Nie masz jakiegoś nowego kawałka do przesłuchania? — zaśmiała się i ruszyła w stronę wyjścia. 
— Coś mam... — odparł mężczyzna z uśmiechem i wyszedł za nią na słoneczną ulicę.

obserwatorzy

SZABLON WYKONANY PRZEZ KAYLO NA BAZIE CZARNEJ REWELACJI, PRZY POMOCY: BLOGGER PORADY. OBSŁUGIWANY PRZEZ BOGGER.