Następny rozdział: 06.08.2017 Rozdziały pojawiają się co około dwa tygodnie. Nie informuję o tym, zatem polecam obserwować bloga lub zwracać uwagę na te kolumny, ponieważ data czy informacja o ewentualnych opóźnieniach, zawsze pojawią się właśnie w tym miejscu.
Wszystko co znajduje się na blogu jest wytworem mojej wyobraźni. To fikcja literacka osadzona w realnym świecie. Ostrzegam, że niektóre elementy fabuły mogą nie zgadzać się z faktycznymi wydarzeniami. Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy, przemoc oraz sceny 18+.
Drogi czytelniku, każda opinia jest na wagę złota, dlatego jeśli przeczytałeś moją twórczość, to pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza. :) Na blogu pojawia się opowiadanie autorskie, które jest tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Zakazane jest kopiowanie treści.

23 lip 2017

#39 'difficult beginnings


Wrócił z zakupów i ledwo wyszedł z windy, a usłyszał muzykę dochodzącą z ich mieszkania. Nie było go w nim przez najwyżej dwie godziny. Aurora przez ostatnie trzy dni była w totalnej rozsypce. Po powrocie ze szpitala dostała histerii, płakała i krzyczała na przemian. Nie wiedział, czy bardziej jest zrozpaczona czy wściekła za to jak zachowali się jego rodzice. Siedział i słuchał, pocieszał, a potem leżał, czekając aż się uspokoi. Potem wpadła w stan jakiejś dziwnej apatii i leżała niemal bez ruchu. Zebrała się z łóżka dopiero wczoraj wieczorem. 
Oczywiście rozumiał ją w stu procentach. Nawet nie wyobrażał sobie jak musi się czuć z myślą, że facet którego kocha, nie ma pojęcia kim ona jest. Naprawdę nie wiedział jak jej pomóc. 
Pchnął drzwi i wszedł do środka. Aurora tańczyła na środku salonu z butelką Jacka Danielsa w dłoni. Nie lubiła whiskey więc domyślał się, że jest kiepsko. Upiła kolejny łyk, wijąc się niczym zawodowa tancerka. Opuściła się na nogach w dół i podniosła do góry, ledwo zachowując równowagę.
At first I met you, got me changing my schedule. If you ain't know, that shits eventful and losing this money is dreadful, but believe me, that dick is special... — wyrzuciła razem z raperem, po czym jej język zaczął się zbyt plątać, więc zaprzestała śpiewania. 
Podziwiał, że była jeszcze na tyle świadoma, że zmieniła słowa piosenki. Odstawił zakupy i wyszedł do salonu. Nie zwracała na niego uwagi. Miała przymknięte oczy i pozwoliła by rytm i alkohol zupełnie przejęły nad nią kontrolę. Poruszała się nieźle, biorąc pod uwagę, że znaczna część alkoholu została już wypita. A może to właśnie dlatego poruszała się tak dobrze i seksownie. Bo zupełnie nie myślała o tym co wyprawia. Trzeźwa Aurora w życiu nie zrobiłaby czegoś takiego. Podszedł do iPoda podłączonego do głośników.
— Czekaj! Zaraz będzie najlepsza część! — krzyknęła. — I'm on some kind of drug, can't explain all the ways you get me high. I'm on some kind of drug, can't explain, don't keep me waiting all night. Boy, come through, that bath water running, fire be burning in my hotel room. Come through, champagne be popping, system be knocking in my hotel room! 
To nawet nie było dobre śpiewanie. Głos miała podpity, trochę bełkotliwy, wymawiała kolejne słowa, ale mógł się założyć, że kolejny raz nie była w stanie odśpiewać swojego dzieła.
— Ćwiczyłam cały ranek! — krzyknęła, unosząc ręce do góry. Przez nieuwagę rozlała jeszcze trochę napoju. — Ups... — dodała, zasłaniając dłonią usta. Zaczęła się histerycznie śmiać i znowu upiła łyk.
James podszedł do niej i zabrał jej butelkę.
— Kurwa! Oddawaj, to moje! — krzyknęła.
— Nie. Cholera, jest dwunasta, a ty jesteś pijana. 
— Mam prawo! Nikt mnie nie wyruchał od bardzo dawna! Mogę być wściekła! 
Uniósł do góry brwi, bo jeszcze nigdy nie słyszał żeby była aż tak wulgarna. Przeklinała i bywała niezbyt delikatna, nie była święta i z całą pewnością nie należała do cnotek dla których temat seksu i ostrzejsze określenia też jakoś nie stanowiły problemu, ale 'wyruchana', zdecydowanie do niej nie pasowało. 
— No co, kurwa?! — mruknęła, kołysząc się lekko. — Może wróci do swoich przyzwyczajeń ruchania lasek po klubach. Może powinnam na niego przypadkiem wpaść, co?! — krzyknęła i wyciągnęła rękę, żeby zabrać od niego butelkę. — Może mnie też przypadkiem przerucha za plecami narzeczonej? Tak jak kiedyś, zanim, kurwa, zapomniał kim jestem!
— Mam ochotę ci przywalić, żebyś poszła spać.
— Dawaj!
— Aurora, to nie ty. Nie wy. Nie zachowujesz się tak. Jesteś pijana, idź się przespać, porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz.
— Wow, Sherlocku! Jak na to, kurwa wpadłeś?! Skąd wiesz jak było za drzwiami? A może wracał z pracy i pozwalałam się pieprzyć gdzie podpadnie, żeby go tylko poczuć w sobie?! Może wyżywał się na mnie, hmm? Skąd wiesz? Może mnie brał jak każdą przeciętną dziwkę? Skąd... — Pchnęła go w stronę ściany. — Kurwa... — Kolejne pchnięcie. — Wiesz? — Uderzył o ścianę. — Może tak to wyglądało, hmm? Ostro i szybko? 
— Aurora...
Widział łzy spływające po jej policzkach. Znowu się rozpadała. Drżała coraz bardziej. W ostatniej chwili odstawił butelkę i złapał ją, bo zaczynała się osuwać na podłogę. Usiadł, trzymając blondynkę w ramionach, odsuwając jej mokre włosy z czoła i pozwalając się wypłakać.
— Nie było tak... — załkała. — Zawsze było idealnie. Kochał mnie i szanował...
— Wiem kochanie... — powiedział cicho.
— I wiem, że już nie pieprzy dziwek...
— Oczywiście, że nie... — Pogłaskał ją po głowie. — Chodź, odpoczniesz, wytrzeźwiejesz. Ja przygotuję ci pyszny obiad, a potem doprowadzimy cię do idealnego stanu. Nie żartowałem z tą wojną. Chris możliwe, że wyjdzie w przyszłym tygodniu i sprawimy, że się w tobie znowu zakocha, okey?
Skinęła głową i pozwoliła mu się podnieść. Chłopak zaprowadził ją do sypialni i ułożył do łóżka, szczelnie okrywając kołdrą. Zasłonił okna i na chwilę usiadł na skraju.
— Tęsknię za nim... Matko czuję się żałośnie... — mruknęła, chowając twarz w pościeli.
— Daję ci ostatnie godziny na to uczucie, zrozumiano? Potem wezmę cię w obroty... 

Usnęła, bo pulsowanie w głowie było zbyt uciążliwe. Kiedy podniosła po raz kolejny tego dnia powieki, w pokoju nadal było ciemno. Za pomocą pilota podniosła rolety i okazało się, że słońce zaczyna swoją wędrówkę w dół nieboskłonu. Przespała kilka godzin i wstała z cholernym bólem głowy. 
— Możesz być z siebie dumna, Sterling. Piękny popis... — mruknęła pod nosem. 
Nawet nie miała w planach się ogarniać. I tak dzisiaj nigdzie nie miała zamiaru wychodzić, więc ruszyła w stronę kuchni, żeby czegokolwiek się napić i zakończyć uciążliwą Saharę w ustach. Zatrzymała się w pół kroku, słysząc, że jej przyjaciel rozmawia przez telefon.
— ...nie daję sobie z nią rady. Chodzi mi o to... Dzisiaj wyszedłem na dwie godziny zrobić zakupy, a jak wróciłem, była pijana. Mówiła obrzydliwe rzeczy... Ona jest w rozsypce, Nick. Co mam ci powiedzieć? Odzyskałeś przyjaciela, ale ona nie odzyskała faceta, bo on jej, kurwa mać, nie pamięta! Serio, mam ochotę mu przywalić, chociaż to nie jego wina... Wiem... Ślub?! Nie tracą czasu, co? Oni są tak żałośni... Dwa miesiące? Proszę cię, przecież to oczywiste, że do ślubu nie dojdzie. Serio, ci ludzie to jakieś potwory. Ja nie wątpię, że mają swoje powody, żeby zachowywać się tak, a nie inaczej ale... To przechodzi ludzkie pojęcie.
Zamknęła oczy i oparła się o ścianę, licząc że James nie usłyszy jej oddechu. A więc to się działo naprawdę: chcieli go odciąć, zniewolić. Wiedzieli, że nawet jeśli odzyska pamięć, to po ślubie będzie miał problemy z wydostaniem się z bagna, w jakie go wciągali rodzice. Zacisnęła powieki i ruszyła do kuchni.
— Muszę kończyć... Wpadnij! Będziemy czekać... — Odłożył telefon i spojrzał na nią z uśmiechem. — Cześć Promyczku, jak...
— Jeśli mnie będziesz okłamywał to się wyprowadzę — powiedziała, wpatrując się w jego twarz.
— Chris bierze ślub z Amandą za dwa miesiące... — Spuścił głowę i popatrzył na swoje dłonie.
— Pewnie jest przeszczęśliwy... — mruknęła ze stoickim, wręcz niepokojącym, spokojem.
— Pewnie Nick będzie w stanie więcej wytłumaczyć. Ale z tego co mówił, wmówili mu, że wszystko było zaplanowane. I nie ma pojęcia o tym, że postrzelili go przez sprawę... Twierdzą, że był przypadkową ofiarą... A policja, ponieważ stracił pamięć, nie chce go przesłuchać. A raczej jego ojciec im na to nie pozwala...
Chwyciła do ręki kubek z jego herbatą.
— Lepiej? — Zaśmiał się, widząc jak się krzywi. Napój był gorzki i mocny, taki jakiego nie lubiła.
— Śmieszne... — warknęła. — Jaki jest wasz plan? Bo zakładam, że macie plan?
— Mamy. I zaczynamy od przyszłego tygodnia!
Dziewczyna wypuściła głośno powietrze. 
— Zaaranżujemy takie same... podobne... — poprawił się po chwili. — Sytuacje jak te w których znaleźliście się na samym początku znajomości. Wiesz, przyjacielskie spotkania i te sprawy... Przynajmniej na początek... Zagramy w przeciwny sposób do jego rodziców: oni próbują mu wmówić jak było i oczekują, że będzie taki jak chcą, my zaakceptujemy zmianę i sprawimy, że zakocha się na nowo.
— Wiesz, że mamy tylko dwa miesiące, prawda? A potem, jak coś, będziemy się musieli użerać z rozwodem. — Po chwili, zupełnie niespodziewanie, zaczęła się histerycznie śmiać.
James popatrzył na nią wyraźnie zaniepokojony jej nagłym wybuchem. A ona nie potrafiła się powstrzymać.
— Mogłam liczyć na... Osiem...? Miesięcy szczęścia. Ale jak się coś kurwa pierdoli, to tak po całości... To wszystko było zbyt idealne, wiesz? — powiedziała, ocierając łzy, które pojawiły się w kącikach jej oczu. — Było za dobrze. Rozwijająca się kariera... Fantastyczny facet... To... Za długo trwało. Zanim przyjechałam do Stanów, moje życie było... Nudne. Rok podróżowania z wami, nie był do końca w stanie zmyć dwudziestu dwóch lat życia bez dreszczyku emocji, pojedynczych wyjazdów, życia jak pustelnik i dziewica... Wszystko było takie poukładane, że aż mdłe... Był moment, gdy miałam totalne załamanie. Myślałam, że nie wyjdę z domu. Zero pomysłu, zero wiary w siebie... Byłam taką zamkniętą w domu kupką nieszczęść, wiesz? Serio, bałam się, że już się nie ruszę... Wylądowałam nawet u psychologa! Bo bałam się, że wpadnę w depresję... Podczas naszej wyprawy... — mruknęła, odrywając wzrok od złączonych dłoni. — Przestałam o tym myśleć... Byłam zdesperowana, żeby mieć kasę na kolejne podróże, żeby tak zarabiać na życie. To rozsyłanie zdjęć do agencji, do redakcji... Nie wierzyłam, że się uda. Wyjazd do Stanów i nagle wszystko się zmieniło... I było w końcu, tak jak zawsze marzyłam, żeby było. Ale było za długo... Więc jak zaczęłam spadać, to nawet chwilowa przerwa nie sprawiła, że się zupełnie zatrzymałam. Uderzyłam o podnóże, James... Muszę się na nowo wspiąć. Tylko czy ja mam siłę...
— Oczywiście, że masz! Bo masz nas. A my nie pozwolimy ci się poddać...
— On mnie nauczył w pełni wierzyć w siebie... Nawet wtedy gdy zwątpił...
— Wiem, A... — Obszedł wyspę i objął ją, przyciskając mocno do swojego szczupłego ciała.

kilka miesięcy wcześniej
— Co ty się tak w to wpatrujesz, co? — warknęła, odsuwając od siebie komputer. 
Christopher od dłuższego czasu obserwował zdjęcie, które zrobiła jakiś czas temu. Siedząc sama w domu, wpadła na pomysł wykorzystywania różnych dziwnych rzeczy do zrobienia filtrów. Siadła przed aparatem na statywie i zrobiła sobie serię autoportretów. Niektóre były... znośne. I tak nie planowała ich wykorzystać, ale przynajmniej znalazła nowe zastosowanie dla niektórych swoich apaszek i dla folii bąbelkowej. Teraz, Chris patrzył na jedno z tych zdjęć, obejmujące jej twarz i kawałek ramion, bardzo jasne, do połowy zasłonięte (a raczej rozmazane) przez folię. Było niezłe, ale nie na tyle, żeby wgapiać się w nie nie wiadomo ile.
— Hej, jesteś tam, czy już ci mózg wyparował? — mruknęła, zabierając mu sprzed twarzy tablet i wyłączając zdjęcie. Siadła w koncie sofy i skuliła się.
— Czemu to zrobiłaś? — spytał mężczyzna, układając rękę na oparciu. 
— Bo myślałam, że zaraz zmienisz się w bezmózgie zombie. To tylko zdjęcie.
— Bardzo dobre zdjęcie.
— Przeciętne... 
— Aurora... — warknął. 
— Nic nadzwyczajnego. — Wywróciła oczami. 
— Wręcz przeciwnie... — mruknął, ruszając się z miejsca. — Po pierwsze, wykorzystanie foli bąbelkowej jest całkiem niezłym posunięciem. Szczególnie to, że jest tylko na połowie obiektywu. Dobre oświetlenie. Oryginalność. To naprawdę dobre zdjęcie...
— Daleko mi do na przykład Lindbergha... 
— Masz dwadzieścia trzy lata, myślę że masz czas żeby osiągnąć jego poziom... Ale nieźle rokujesz... — Nachylił się nad nią, więżąc między swoimi ramionami. 
— Modelka mogłaby być lepsza... 
— Nie mogłaby... — Nachylił się jeszcze niżej, niemal łącząc ich wargi. — Myślę, że wybrałaś najlepszą na świecie... — Pocałował ją czule. — Praktyka sprawi, że za kilka lat... Będziesz wśród najlepszych. Naprawdę masz na to ogromne szanse.
— Nie mówisz tak dlatego, że chcesz mnie zaliczyć?
— Skąd... — odparł, uśmiechając się szeroko i delikatnie ją całując. — Musisz uwierzyć w to co robisz... Odrobina pewności siebie i wiary, że naprawdę robisz świetne rzeczy, sprawi, że będą jeszcze lepsze, wiesz? 
— Nie chcę być... arogancka i uważać się za ósmy cud świata.
— Nie pozwolę ci przekroczyć granicy... — Zaśmiał się cicho. — Ale odrobina tego się przyda. Czyż artyści nie cierpią na lekki przerost ego?
— To chory stereotyp! — Oburzyła się i uderzyła go lekko w ramię.
— Pewność siebie... To nie jest za wiele. Nie pozwolę, żeby ci ego za bardzo urosło. Musi się zmieścić w mieszkaniu... — Puścił jej oczko. 
— Okey... — Uśmiechnęła się szeroko. 

*

Nadskakiwanie wszystkich dookoła niego, było nie do zniesienia. Miał tego absolutnie dość, szczególnie, że nagle jego mieszkanie było pełne jego matki i Amandy, które non stop czegoś mu zabraniały albo kazały. Wysiadł z samochodu, prowadzonego przez prywatnego szofera, co jeszcze bardziej go wkurzyło. Ale jego ojciec się uparł, że nie będzie jeździł taksówką, a na samodzielne prowadzenie nie miał co liczyć w najbliższych miesiącach. Dźwignął się na zdrowej nodze, opierając drewniane ustrojstwo, z którym nadal uczył się chodzić, o chodnik. Miał wrażenie, że wszyscy się na niego gapią, gdy stukając laską o bruk, szedł w stronę biurowca. Spojrzał ponownie na zegarek, uświadamiając sobie, że Nicholas ma przerwę za dwadzieścia minut. Wolnym, nadal dość koślawym krokiem szedł przed siebie. Wszyscy byli zaskoczeni, że po kilkudniowej śpiączce i postrzale w nogę, tak dobrze radzi sobie z chodzeniem, ale nie zdawali sobie sprawy, że jest zbyt zdeterminowany, żeby nie leżeć dalej w domu. Od kilku dni chodził na rehabilitację i cholernie chciał w końcu się ruszyć dalej niż z salonu do sypialni. Dzisiejsza kawa z Nickiem była dla niego jak dla dziecka wyjście do wesołego miasteczka. 
Nagle poczuł, że ktoś na niego wpada. Usłyszał, jak torebka uderza o chodnik, a on sam ledwo utrzymuje w dłoni tą przeklętą laskę. Odwrócił wzrok i zamarł.

1 komentarz:

  1. Super , że wróciłaś ! ;)) ;*
    I to w jakim stylu ;D świetny rozdział , ale jestem trochę zaskoczona, że jest teraz taka a nie inna sytuacja .. ale mam nadzieję ,że wszystko będzie szło w dobrym kierunku ;D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje do dalszego pisania i wywołuje szeroki uśmiech na twarzy autorki :)
Wasze uwagi mogą mieć wpływ na mój warsztat, ale także na fabułę!
Za każdy wpis i odwiedzenie bloga ogromnie dziękuję :)

obserwatorzy

SZABLON WYKONANY PRZEZ KAYLO NA BAZIE CZARNEJ REWELACJI, PRZY POMOCY: BLOGGER PORADY. OBSŁUGIWANY PRZEZ BOGGER.