Następny rozdział: 28.05.2017 Rozdziały pojawiają się co około dwa tygodnie. Nie informuję o tym, zatem polecam obserwować bloga lub zwracać uwagę na te kolumny, ponieważ data czy informacja o ewentualnych opóźnieniach, zawsze pojawią się właśnie w tym miejscu.
Wszystko co znajduje się na blogu jest wytworem mojej wyobraźni. To fikcja literacka osadzona w realnym świecie. Ostrzegam, że niektóre elementy fabuły mogą nie zgadzać się z faktycznymi wydarzeniami. Opowiadanie może zawierać wulgaryzmy, przemoc oraz sceny 18+.
Drogi czytelniku, każda opinia jest na wagę złota, dlatego jeśli przeczytałeś moją twórczość, to pozostaw po sobie ślad w postaci komentarza. :) Na blogu pojawia się opowiadanie autorskie, które jest tylko i wyłącznie mojego autorstwa. Zakazane jest kopiowanie treści.

21 maj 2017

#33 'remain

Jej plan był prosty: odpocząć, wydusić wszystko ze swoich przyjaciół, znowu odpocząć, pomóc im rozwiązać problemy, odpocząć i w końcu porozmawiać z Chrisem. W międzyczasie obżerać się wszystkim co wpadnie jej w ręce i w końcu zakosztować alkoholu. Skończyło się na tym, że gdy koło jedenastej rano dojechali do mieszkania, padła na łóżko i spała do osiemnastej. Kiedy w końcu się z niego podniosła, wyglądała jakby przekoziołkowała w dół zbocza. Wyszła do salonu, w którym czekali na nią Laura i James. Na stoliku stały butelki z winem, a oni najwyraźniej czekali na sygnał, żeby zamówić jedzenie.
— Pizza, tajskie, chińskie? Dzisiaj ty wybierasz! — rzucił James, odwracając się w jej stronę z telefonem w ręce.
— Pizza — mruknęła, siadając w kącie sofy i zwijając się w kłębek. Spojrzała na przyjaciół. — Kto z was zaczyna? 
— A czemu nie ty? — zapytała Laura, odrywając wzrok od ekranu telefonu.
— Bo ja nie mam problemu do rozwiązania...
— Ja bym powiedział, że masz bardzo duży problem do rozwiązania... — wtrącił się James, odkładając komórkę na stolik i nalewając im trunku do kieliszków.
— Cóż... Ja za swój problem zabiorę się w tym tygodniu. I tak wiecie o tym wszystko, a ja jestem obecnie wykluczona... No, już...
— Czy ty widziałeś co się działo wczoraj na parkiecie? Przecież oni wyglądali jakby zaraz mieli zedrzeć z siebie ciuchy... 
— Laura, seks nie rozwiąże problemów. — Skrzywiła się Aurora.
— Co nie zmienia faktu, że on już ci wybaczył.
— Się okaże. Mów... — Aurora skierowała swoje słowa do Laury i upiła łyk wina. 
Jej przyjaciółka westchnęła głośno.
— Patrick stracił pracę. Powiedzieli, że znowu zaczął ćpać i że w jego biurze znaleźli kokainę. Musiał się wynieść z mieszkania, bo nie było go już na nie stać. Christopher się wściekł. Nie chciał uwierzyć, że Patrick nie ma przy sobie narkotyków. W dodatku... Patrick przyznał, że jego pierwszą myślą po stracie mieszkania było pójście ćpać. Nie zrobił tego... Ale... No wiesz, nie jest najlepiej. Nie ma motywacji... Ciągle się kłócimy... Więcej czasu spędzam tutaj niż z nim...
Aurora przyglądała się przyjaciółce i widziała jakie to wszystko odcisnęło na niej piętno. Bez makijażu widoczne stały się sińce pod oczami i lekko zapadnięte policzki. Zmartwienie jakie malowało się w jej tęczówkach, łamało serce Aurorze. Złapała ją za rękę i mocno zacisnęła palce. 
— Hej, pomożemy... Ja pomogę. Spotkam się z wujkiem, podpytam o pracę dla Patricka. Mieszkanie się znajdzie... Od tego są przyjaciele, L... 
Dziewczyna uśmiechnęła się blado i spuściła wzrok.
— Dopóki to się nie naprawi, będzie chodził sfrustrowany, a kłótnie będą wisieć w powietrzu. 
— Dlatego postaramy się to rozwiązać. Razem...

Weszła za Jamesem do kuchni. Chciał rozłożyć ich jedzenie i przynieść gotowe do salonu. Blondynka stanęła na przeciwko niego i skrzyżowała ręce na piersiach.
— Mów.
— Co mam mówić? — Odwrócił się w jej stronę i zmierzył uważnym spojrzeniem.
— Co jest z tobą i Nicholasem. — Zmierzyła go groźnym spojrzeniem, licząc że się złamie i coś jej powie.
— Oj nic. Nadal trudno mu się przełamać jeśli chodzi o pokazywanie się ze mną na ulicy. Tyle... — Wepchnął jej w ręce talerze.
— Dręczy cię to...
Wypuścił powietrze i głośno westchnął.
— Myślałem, że mamy to za sobą... — powiedział zrezygnowany, opuszczając ramiona i chowając między nimi głowę. — Nie potrafię go przekonać, że nie straci jeśli przyzna się wszystkim dookoła, że jest gejem.
Odstawiła talerze na blat i przytuliła się do niego od tyłu.
— Nawet jak chcę go zabrać na cholerną randkę, to mówi, że przecież możemy zostać w domu, przygotować kolację... Cały czas się kłócimy...
— Rozmawiałeś z nim? Tak... Ultra szczerze. — Pozwoliła mu się odwrócić przodem do siebie i popatrzyła mu w oczy.
— Boję się, że strach wygra i się rozstaniemy. Nie zniosę tego...
— J... Musisz być szczery. Ja nie byłam i co mi z tego przyszło? Złamane serce... — szepnęła, spuszczając wzrok na swoje bose stopy. 
— Nie martw się. Chris już dawno ci wybaczył... Szalał z niepokoju przez ostatnie tygodnie... — Przytulił ją do siebie i pogłaskał włosy. 
— Mam wrażenie, że powstała skaza, która cały czas będzie obecna. Poza tym Patrick powiedział, że są rzeczy, których jeszcze nie wiem. I to te rzeczy sprawiły, że ta dziewczyna, którą przyprowadził do domu, uciekała.
— Boisz się, że ciebie też to odstraszy? — Popatrzył jej prosto w oczy, szukając w nich źródła jej strachu.
— Nie wiem czego się boję... Ale wiem, że czeka nas długa rozmowa, która może wszystko zmienić. James... Nie uciekaj, proszę cię. Porozmawiaj z nim szczerze, powiedz co czujesz... Może gdybym ja tyle nie zwlekała... — mruknęła, w końcu zabierając talerze i wracając do salonu. Laura zdążyła skończyć rozmowę przez telefon i spojrzała na nich z ulgą.
— Rany, zgłodniałam! — krzyknęła, wyciągając ręce w stronę niesionej przez Jamesa pizzy. Aurora uśmiechnęła się i zajęła miejsce na sofie, zajadając się włoskim specjałem. Kiedy w końcu poczuła, że jest w pełni najedzona, upiła łyk wina i popatrzyła na przyjaciół. Przyglądali jej się.
— No co? — mruknęła, upijając kolejny łyk.
— Opowiedz jak było! Wiem, wiem... Wkurzyłem się, gdy nam o tym powiedziałaś. Nadal nie rozumiem, dlaczego tyle zwlekałaś, ale przecież wspominałaś o Evereście... Mówiłaś, że ci się marzy... — powiedział James, rozsiadając się wygodnie na fotelu.
— Przepraszam... Nadal nie mam pojęcia co mną kierowało.
— Dobra, dobra. Nieważne. Kochamy cię więc ci wybaczamy, ale... kiedyś sobie odbijemy... — Uśmiechnął się chłopak, rzucając w nią poduszką. — Opowiadaj.
— Trudno opowiedzieć... To wszystko jest tak niesamowite, że... aż brakuje mi słów.

*

Otworzył szeroko drzwi i jęknął, gdy zrozumiał, że jego lodówka jest pusta, a kolacja, o której myślał pół dnia, nie dojdzie do skutku. Mógłby podskoczyć jeszcze do sklepu, ale nie miał zamiaru ruszać się z domu, więc kolejny raz musiał się zadowolić zamówionym posiłkiem. Jakie było jego zdziwienie, gdy do jego nozdrzy wdarł się przyjemny zapach pomidorów i bazylii, a do uszu doszła cicha muzyka. Zmarszczył brwi, po cichu odstawił torbę na podłogę i mocno zaniepokojony, ruszył w stronę kuchni. Nie był pewny kogo może w niej zastać. Wychylił się powoli i z ulgą stwierdził, że tyłem do niego stoi Aurora. Bujała się do rytmu lecącej w radiu piosenki, szykując posiłek. 
— Nie spodziewałem się tu ciebie... — powiedział, opierając się ramieniem o ścianę. Dziewczyna podskoczyła i położyła dłoń na sercu. 
— Ale mnie wystraszyłeś! Coś nie tak? — spytała, widząc jego niepewną minę.
— Nie, dlaczego?
— Cóż, wyglądasz jakbyś był wystraszony.
— Naprawdę? Raczej zmęczony... — mruknął, ściągając marynarkę i krawat.
— Och, wybacz... Może wpadnę kiedy indziej? Po prostu wyglądasz jak wygłodzone siedem nieszczęść, więc pomyślałam, że coś ci upichcę. Mam ostatnio dużo wolnego czasu... — zaśmiała się cicho, zasłaniając dłonią usta. — Ale możemy porozmawiać kiedy indziej...
— Nie. Zostań. Daj mi chwilę, żebym się ogarnął... — Uśmiechnął się do niej i zniknął w korytarzu prowadzącym do sypialni. Aurora wypuściła powietrze, uświadamiając sobie jak bardzo jest zdenerwowana. Skończyła szykować jedzenie i postawiła talerz na blacie wyspy. Idealnie wymierzyła czas, bo Christopher akurat wyszedł z sypialni w bardziej domowym wydaniu, niemal rzucając się na jedzenie. 
— Wyglądasz jakbyś nie jadł przez trzy miesiące... — mruknęła pod nosem.
— Było blisko.
Skrzywiła się na to wyznanie i odgarnęła mu z czoła pasmo włosów, które oddzieliło się od idealnie zaczesanej reszty. Uśmiechnęła się i zaczęła sprzątać po swoim gotowaniu.
— Ty nie jesz? 
— Nie. Jadłam już... — odparła spokojnie, wkładając patelnię do zmywarki.
— Przyszłaś tu, żeby mi coś ugotować? — Odsunął na chwilę widelec od ust i spojrzał na nią zaskoczony.
— I zaopatrzyć twoją lodówkę w świeże jedzenie... Ta sprawa cię wykańcza, Chris — powiedziała z niezadowoleniem. 
— Dojdziemy do tego. Dziękuję, było pyszne... 

Uśmiechnęła się do niego promiennie, czując ogromną satysfakcję, że sprawiła mu przyjemność. Chwilę później wygoniła go do salonu, sama kończąc sprzątanie w kuchni i zamykając drzwi na korytarz na klucz.
— Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie wyjaśnimy wszystkiego... — powiedziała, siadając na przeciwko niego. 
— Dobry plan...
Nabrała powietrza.
— Przepraszam... To jak się zachowałam... To było koszmarnie dziecinne i... Starałam się sobie wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Że nie wiedziałam na jakim etapie jest nasz związek, że to mój pierwszy związek. Że nie byłam pewna czy przejdę testy. Że się bałam, bo to nowa sytuacja... Ale nic mnie nie tłumaczy... — powiedziała, spuszczając głowę. — A potem powinnam przyjść i przeprosić, a nie miesiąc siedzieć i nic nie robić. Cały wyjazd o tym myślałam... I żałowałam. Naprawdę żałowałam... — Wypuściła głośno powietrze. — Wiem, że zawaliłam. Wiem, że cię zraniłam... I czuję się paskudnie... Bardzo mi przykro. Nawet nie umiem powiedzieć jak... — powiedziała, czując jak jej głos się łamie a oczy zaczynają piec.
— Hej... Fakt, byłem wściekły i zawiedziony, ale zareagowałem zbyt ostro...
— Nie. Zareagowałeś jak każdy. To ja zachowałam się tak, jakby to nic dla mnie nie znaczyło... A znaczy... — Zagryzła wargę, powstrzymując szloch, który chciał się wydostać z jej ust. Mężczyzna od razu złapał ją za rękę i czule pogłaskał.
— Wiem... To dla ciebie nowe i się pogubiłaś... Koniec z biczowaniem się. Kiedy doszła do nas wiadomość o lawinie... Cholernie się martwiłem... Chciałem tam jechać, nie mogłem wysiedzieć w Nowym Jorku w oczekiwaniu na telefon... — powiedział cicho, odgarniając jej z twarzy pukle włosów. Momentalnie złapała za gumkę którą miała na nadgarstku i je związała. Widziała w jego oczach całą gamę emocji włącznie ze strachem i bólem, który niedawno mu towarzyszył. — Chyba trudy wyprawy to wystarczająca kara, co?
Zaśmiał się, pociągając nosem.
— Ta, mówią że to pokuta za grzechy. Cały czas myślałam tylko o tym, że pokutuję za to jak was zraniłam... — Wytarła policzek wierzchem dłoni. — Jesteś dla mnie ważny. Nigdy w to nie wątp.
— Zgoda... — Wpatrywał się w nią dłuższą chwilę, czekając aż jej szloch się uspokoi. — Chciałem przyjść do ciebie przed twoim wyjazdem. Powiedzieć, że wierzę, że jestem z tobą... Ale pomyślałem, że to i twój wyjazd to najlepsze rzeczy jakie mogły się wydarzyć.
Odsunęła się od niego jakby uderzył ją w twarz.
— Słucham?! - warknęła oburzona.
— Sprawa, którą prowadzę... Jest paskudna, A. Gość wszedł w układy z mafią i jeśli przegram, oni stracą kasę. Grozili mi — mruknął, odchylając się do tyłu i ukrywając twarz w dłoniach. — Grozili, że coś może się stać moim bliskim. Nigdy bym sobie nie wybaczył, gdyby przeze mnie stała ci się krzywda... Więc nasze rozstanie i twoja nieobecność w mieście... Wtedy wydawała mi się najlepszym rozwiązaniem.
— Chris... — Zupełnie nie wiedziała co powiedzieć. Myślała, że takie rzeczy dzieją się w książkach, filmach ale w prawdziwym życiu tego nie doświadczy. Jak bardzo się myliła.
— Oczywiście, sprawa jest nie do wygrania. Odwlekałem nieuniknione, żeby oni mogli uratować część kasy. Nie wiem jak i nie chcę wiedzieć. Ale za dwa tygodnie przegram. I nie wiem co wtedy się wydarzy... — Spuścił głowę. Widziała, że czuje się przegrany i zmęczony. Widziała to w jego postawie, twarzy i straconych kilogramach. I pękało jej serce, gdy na to patrzyła.
— Powiem ci co się stanie: odejdziesz z firmy ojca. Poradzimy sobie i coś wymyślimy, ale nie będziesz pracował dla człowieka, który świadomie cię naraża na niebezpieczeństwo... — powiedziała z zacięciem wymalowanym na twarzy. Nie chciała już wysłuchiwać, że ma sprawę która go wykańcza. Nie mogła patrzeć na to jak go to wyniszcza.
— Masz rację... Powinienem to zrobić już dawno... — mruknął, zaciskając wargi w wąską linię. — Ta sprawa jest...
— Wykańcza cię. Widzę to. I nie mogę na to patrzeć. Nie interesuje mnie to czy to moralne, że go bronisz... Wciśnięto ci to, kazano bronić tego człowieka i robisz co możesz, bo taka jest twoja praca. Ale koniec z tym... — Popatrzyła mu prosto w oczy, w których dostrzegł determinację. Czuł, że dziewczyna mówi prawdę i zależy jej na jego dobru i szczęściu. Uśmiechnął się do niej nieznacznie.
— Tamten epizod z narkotykami... Na studiach... Nie był jedynym... — mruknął po chwili milczenia.
Aurora odchyliła się do tyłu, żeby popatrzeć mu prosto w twarz. On za to spuścił głowę i popatrzył na złączone dłonie.
— Pod koniec mojego związku z Amandą było kiepsko. Teraz z perspektywy czasu, dostrzegam, że jej ucieczka była najlepszą rzeczą, jaka mogła się wydarzyć. Kiedy oświadczyłem jej, że chcę odejść z firmy ojca i pracować na siebie, nawet mimo groźby utraty reputacji... — Westchnął głośno, dając jej do zrozumienia, że nie jest to dla niego łatwo. — Wściekła się. Bardzo. Zaczęła się na mnie wyżywać. Dochodziło do awantur. Potężnych awantur. Ona starała się sprawić, żebym przestał wierzyć we własne możliwości, chciała żebym myślał, że nic nie jestem wart. Coraz częściej myślałem o rzuceniu tego w cholerę. Doszło do tego, że powroty do domu były dla mnie przykrym obowiązkiem... — Wypuścił głośno powietrze, nadal nie podnosząc na nią wzroku. — Tak się znowu zaczęło. Najpierw jedna działka, potem druga. Stres w pracy, trudna sprawa, ciągłe awantury, utknięcie w związku, który mnie męczył, szantaż... Czułem się jak w więzieniu, z którego nie ma wyjścia. Tak sobie tłumaczyłem kolejne dawki... A kiedy Amanda odeszła i zniknął jeden z powodów... Tłumaczyłem to sobie odzyskaną wolnością. Powtarzałem, że to już ostatni raz. Ale tak się nie działo... Kolejne imprezy, kolejne dziewczyny na jedną noc. Cud, że nie zaraziłem się niczym. Leciałem w dół. I nie potrafiłem się zatrzymać. Wtedy pojawił się Nick z Patrickiem. Zrobili mi w domu detoks. Zamknęli na kilka dni, odseparowali i patrzyli jak rozpadam się na kawałki. Gdyby nie oni... Uderzyłbym o dno. I pewnie z tego nie podniósł. Potrzebowałem sporo czasu, żeby wrócić do formy... Zamiast ćpać, postawiłem na seks. — W końcu podniósł wzrok i popatrzył jej prosto w oczy. — Przy tej sprawie pokusa ćpania wraca...
Przełknęła głośno ślinę i wstała z miejsca. Widział zaskoczenie i niedowierzanie w jej oczach. Odeszła na chwilę, a on nie ruszył się z miejsca, chcąc jej dać przestrzeń. Wiedział, że te rewelacje mogą wszystko zmienić. On odszedł, gdy wyznała jakie ma plany. Miała teraz stuprocentowe prawo, żeby go zostawić w cholerę i nie babrać się w jego uzależnieniu. Osądzał Patricka, podczas gdy on nie był lepszy i poddawał się pokusie. Zostawił ją, bo coś przed nim zataiła, a sam nie był lepszy. Było mu wstyd, że był tak słaby i dawał się omotać. Teraz, patrzył jak Aurora stoi do niego tyłem, a po chwili opuszcza mieszkanie. Usłyszał tylko trzaśnięcie drzwi, które mogło oznaczać jedno: ona już nie wróci. Milczenie jakim go obdarowała, było aż nadto głośne. Wstał z miejsca i ruszył do barku, żeby nalać sobie whisky. Chwilę później znowu siadł na kanapie i utkwił wzrok w ścianie.

Wypadła na zatłoczoną ulicę i wypuściła powietrze... Miała wrażenie, że się dusi i potrzebowała odetchnąć świeżym powietrzem. Mijający ją ludzie spoglądali w jej stronę, zastanawiając się, dlaczego wygląda jakby uciekała. A ona po prostu potrzebowała cholernego powietrza. Puściła szklane drzwi i odsunęła się kawałek, żeby nie torować drogi. Nie mogło do niej dojść to, że mimo iż ostatnio Christopher powiedział jej tak wiele, przemilczał fakt, że jeszcze raz poddał się uzależnieniu. Nie wiedziała, czy jest wściekła na niego, że jej nie powiedział, czegoś tak istotnego, równocześnie robiąc jej awanturę o zatajenie informacji o wyjeździe. Czy na siebie, za to, że w tak trudnym okresie była daleko, podczas gdy przez te trzy miesiące mogło wydarzyć się tak wiele. Wkurzało ją, że ta spawa go tak wykańcza, że jego ojciec jest takim draniem, że facet nie może spokojnie żyć, bo co chwilę ktoś mu wisi nad głową i coś mi karze pod groźbą krzywdy. Wypuściła powietrze i ruszyła przed siebie, nie mając pojęcia co powinna zrobić.

Nie wiedział ile czasu spędził bez ruchu. Dopiero kolejne trzaśnięcie drzwi go obudziło. Odstawił pustą szklankę na stolik i spojrzał w stronę korytarza, ale nikt nie wszedł do salonu. Ruszył na bosaka w tamtym kierunku i zobaczył, że Aurora siedzi pod ścianą z wyprostowanymi nogami.
— Mogę ci wiele zarzucić, wiesz? Że wściekałeś się na Patricka za kolejny epizod, sam przechodząc przez to po raz kolejny. Wiem, że ilość twoich odwyków jest niczym, w porównaniu do jego, ale wiesz jak łatwo można wpaść, jak skrajne emocje mogą człowieka popchnąć w tamtym kierunku, a nie każdy jest silny... — powiedziała, wpatrując się w białą, pustą ścianę przed sobą. — Że mimo iż wiedziałeś, że sam masz tajemnice, nawrzeszczałeś na mnie i zostawiłeś mnie, gdy powiedziałam o Evereście. Wiem, że możesz patrzeć na to w innych kategoriach, bo miałeś prawo wyrazić swoje zdanie i odciągnąć mnie od ryzykowania życia, ale sam nie powiedziałeś, że możesz wpaść znowu, że czujesz pokusę, by sięgnąć po to świństwo... — Nadal nie oderwała wzroku od ściany. On zajął miejsce na przeciwko niej i wyprostował nogi, zawieszając wzrok gdzieś obok jej głowy. Nie spojrzała na niego. — Wziąłeś coś? — wyszeptała ze łzami w oczach.
— Nie. Nie tknąłem nic... — odpowiedział równie cicho. Chciał dotknąć jej odsłoniętej nogi, ale nie wiedział, czy jej nie wystraszy, więc zrezygnował.
Przeniosła na niego spojrzenie.
— Dlaczego mi nic nie powiedziałeś?
— Bo mi wstyd. Że poddałem się, że byłem słaby... Bałem się, że odejdziesz... Że będziesz się mnie brzydzić... Jesteś silna, A. A ja się poddaję... Nie byłem pewny czy to już czas... To rewelacja, którą nie wiadomo kiedy powinno się oznajmić. Poza tym... Co to zmienia? Co by to zmieniło? Tylko tyle, że odeszłabyś wcześniej, nie musiałabyś mi mówić o Evereście... Nikt by cię nie zranił... — mruknął.
Popatrzyła na niego zaskoczona.
— Żartujesz? Odejść? Naprawdę myślisz, że teraz odejdę?
— A nie?
— Oczywiście, że nie! Czy ty naprawdę nie doceniasz tego, co do ciebie czuję? Zostałabym tutaj, żebyś nie był z tym syfem sam — powiedziała z determinacją w głosie i oczach.
— Porzuciłabyś marzenia o Evereście? — Nie mógł uwierzyć w to co słyszy.
— Tak. Pojechałam, bo zraniłam ciebie i siebie. Co miałam zrobić? Gdybym nie pojechała to bym była wściekła na cały świat... Ale to co innego, Chris. Nie zostawiłabym cię samego, wiedząc, że ta sprawa doprowadza cię na skraj trzeźwości. Nigdy nie pozwoliłabym ci wrócić do tego syfu, rozumiesz? Choćby nie wiem co... — powiedziała, wdrapując się na jego kolana i układając w jego ramionach skulona. Był tak zaskoczony, że w pierwszej chwili nawet jej nie objął. Dopiero po kilku sekundach przycisnął jej szczupłe ciało do swojego, czując że nagle robi się lepiej. Jakby w końcu wrócił do domu. Wtulił twarz w zagłębienie jej szyi, wdychając znajomy zapach.
— Nie mogłem sięgnąć po to, bo jesteś ty... To oznaczałoby moją przegraną... Na wielu płaszczyznach... — powiedział cicho, głaskając ją po plecach. Czuł jak jej ciałem wstrząsając dreszcze, gdy starała się stłumić szloch. Nagle poczuł się lżej, wiedząc że ona wie o wszystkim, że poznała sekrety i nadal tu jest i ufnie się do niego tuli. — Kocham cię... I czuję jakbym właśnie wrócił do domu...
Odsunęła się od niego nieznacznie, patrząc mu w oczy. W jej, malowała się cała gama emocji. Radość, zaskoczenie, ulga i to, czego najbardziej oczekiwał, bojąc się, że tego nie znajdzie: miłość.
— Nawet jeśli nawalam. Nigdy nie musiałem się z nikim dzielić tą historią... I naprawdę wolę, żebyś nie musiała się mierzyć z tym wszystkim... Dlatego, że jesteś, chcę być czysty... — mruknął.
Uśmiechnęła się nieznacznie, ocierając łzy.
— Oboje nawaliliśmy. Po prostu piękna katastrofa... Ale uznajmy, że jesteśmy kwita — powiedziała, obejmują go oburącz za szyję i wtulając twarz w jego skórę. — Ja coś zataiłam, ty coś zataiłeś... Zraniliśmy się nawzajem i koniec z tym... Od dzisiaj komunikacja. Mówimy sobie wszystko, okey? Nie ważne jak trudne, bolesne czy kompromitujące... Żadnych tajemnic... — szepnęła. — Więc jeszcze jakieś rewelacje?
— Nie. Już wiesz wszystko... — odparł, zaciskając palce na jej biodrze. — Ty?
— Tylko jedna rzeczy...
Czuła jak się spina, nie wiedząc czego się spodziewać. Odsunęła się i spojrzała mu w oczy.
— Ja też cię kocham... I nie pozwolę ci upaść, jeśli ty pomożesz mi się utrzymać na nogach...

obserwatorzy

SZABLON WYKONANY PRZEZ KAYLO NA BAZIE CZARNEJ REWELACJI, PRZY POMOCY: BLOGGER PORADY. OBSŁUGIWANY PRZEZ BOGGER.